Ciągle za mało – czyli wieczne niezadowolenie z siebie

zwiazkimilosci.pl: diament w szklance wody szklanka do połowy pełna

Często nie doceniamy naszej obecnej sytuacji. Nie zauważamy jak wiele mamy i ile osiągnęliśmy na przestrzeni lat. Powodem może być syndrom wiecznego niezadowolenia. Niektórzy widzą szklankę do połowy pełną, inni zawsze pustą. Niezadowolenie może obejmować wybraną sferę życia bądź też rozlewać się na inne dziedziny, powodując przewlekłą frustrację.

Skąd się to bierze?

Powodów może być wiele, jednak większość z nich sprowadza się do niskiej samooceny i braków, które pielęgnujemy latami. Potrafimy sobie dokopywać, jak mało kto. Znamy swoje słabe punkty i nie odpuszczamy, dopóki zmęczeni nie dobiegniemy do mety. Czasem się udaje, ale niestety częściej nie. Chcemy być coraz lepsi, doskonalsi — również kosztem własnego zdrowia psychicznego. Nie ma nic złego w pracy nad sobą, jednak warto stawiać sobie rozsądne wymagania. Warto doceniać i szanować siebie. Tylko wtedy możemy poczuć się wystarczająco dobrzy i wartościowi z tym jacy jesteśmy. A to przełoży się na zdrowe sukcesy osiągane w poczuciu zadowolenia.

Poczucie niezadowolenia wiąże się również z perfekcjonizmem, kiedy wpadamy na zbyt wysoko ustawione poprzeczki i wszystko staje się trudne lub wręcz niemożliwe. W obliczu takich przeszkód i złego traktowania siebie nigdy nie może być dobrze.

Zatem przyjrzyjmy się, jakie mogą być powody, dla których nie potrafimy przekroczyć takiej postawy.

Trudne dzieciństwo i nadmierne wymagania od rodziców

Jeżeli mieliśmy tak zwane trudne dzieciństwo, w życiu dorosłym możemy traktować siebie tak, jak traktowali nas nasi rodzice. Surowe podejście, jakie miała matka czy ojciec i stawianie nielogicznych wymagań może skutkować tym, że w ostateczności tracimy miłość własną. Taka postawa rodzi pomieszanie i sprawia, że nie potrafimy spełniać własnych marzeń i celów, a jedynie chcemy zasłużyć na akceptację z zewnątrz. Jeżeli rodzice byli z nas wiecznie niezadowoleni nauczyliśmy się trwać w postawie stresu i napięcia. Napięcia w związku z realizacją kolejnych chaotycznych planów, które nie są zgodne z nami. Kiedy poświęcamy się dla wzbudzenia zadowolenia u innych, sami stajemy się głęboko sfrustrowani. Ponieważ zapominamy o sobie i o tym, co ważne dla nas. W życiu dorosłym możemy przejawiać identyczne emocje wobec siebie jakie przejawiali nasi rodzice, kiedy coś się nam nie udało. Bywało również tak, że osiągaliśmy sukcesy, a pomimo tego nikt nas nie chwalił i nie doceniał. Wręcz przeciwnie. Wymagano od nas jeszcze więcej, bo to co było – było niewystarczające. Myśląc, że ciągle zrobiliśmy za mało i nie tak jak trzeba, wykształciliśmy
w sobie postawę, że nie jesteśmy dość dobrzy.

Porównywanie się i zazdrość

Zawsze będzie istniał ktoś, kto potrafi od nas więcej. Ktoś, kto ma więcej pieniędzy, osiągnięć i sukcesów. Dlatego ważne jest, abyśmy potrafili odnaleźć własną definicję szczęścia i sukcesu. Taką, która jest zgodna z naszym sercem. Porównywanie się i zazdrość to bardzo silne uczucia, które skutecznie mogą zatrzymać nas w miejscu. Kiedy z kimś rywalizujemy, nie skupiamy się na własnym życiu tylko na życiu tej osoby. W efekcie tracimy coraz więcej energii i podtrzymujemy poczucie niezadowolenia. Gdy się z kimś porównujemy, widzimy swoje braki, a nie to, co potrafimy i w czym jesteśmy dobrzy. Uważamy, że powinniśmy być tacy, jak ta osoba lub nawet lepsi. A że się nie udaje wpadamy w błędne koło w którym atakujemy siebie negatywnymi emocjami. Bywa tak, że to, czego zazdrościmy, w ogóle nie jest dla nas. To nie nasza droga i nie nasze cele. Nie musimy tego umieć i tym się zajmować, bo nasze wewnętrzne przeznaczenie jest zupełnie inne. A jednak porównujemy się w temacie, który nie jest zgodny z nami. Byle tylko podtrzymać krzywdzące odczucia wobec siebie. Przykładowo możemy zazdrościć komuś, tego, że pięknie rysuje. Nie zadajemy sobie jednak pytania, czy my faktycznie też chcemy rysować i czy na prawdę nam na tym zależy. Często porównujemy się dla samego porównywania, jedynie po to, aby sobie dokopać lub utwierdzić w przekonaniu, że do niczego się nie nadajemy. Warto zadawać sobie pytania, szukać naszych pasji i celów. Ale takich, które sami odkryliśmy. A żeby tak się stało, warto sobie odpuścić i przestać wyszukiwać powodów do zazdrości i ciągłego niezadowolenia.

Autosabotaż

Autosabotaż to taki stan, w którym siebie nie lubimy i nie akceptujemy. Na każdym kroku widzimy negatywne skutki swoich działań, dużo rzadziej albo wcale te pozytywne. Osoba, która ciągle sabotuje sobie szczęście i sukcesy nie będzie zadowolona z osiąganych rezultatów, nawet jeżeli będą wyjątkowo dobre. Ciągle będzie jej mało i ciągle będzie dostrzegała w sobie braki. Mówiąc krócej, nie pozwoli sobie na nic dobrego z powodu surowej oceny tego, kim jest i kim się czuje. Autosabotażysta żyje przeszłością, odwraca się za siebie i widzi niepowodzenia. Widzi ból, stratę, widzi, to co zrobił źle. Nie pamięta swoich sukcesów, za to idealnie pamięta swoje porażki. I określa się przez nie, nawet jeżeli upłynęło wiele lat. Kiedy autosabotażysta w końcu zatrzymuje się, dostrzega, że większość tragedii w jego życiu spowodowana była błędną interpretacją ciągu zdarzeń i surową oceną samego siebie. Najczęściej to my sami stajemy sobie na drodze do szczęścia. Zabraniamy sobie pięknych rzeczy, porównujemy się i bezwzględnie karzemy. A potem nie możemy uwierzyć, że mamy gorzej niż inni, że los nas skrzywdził lub odebrał coś ważnego. Tymczasem to nie tak. Każdy zasługuje na szczęście i może go mieć bardzo dużo. O ile sobie pozwoli. I przestanie się zadręczać. Najważniejsze to zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytanie: odpuszczam sobie czy dalej walczę? Odpuszczenie przynosi uzdrowienie. Ponadto warto pamiętać, że mniej perfekcyjnych wymagań to więcej miłości. Mniej krytyki to więcej samoakceptacji. Mniej wymuszania to więcej wolności i przestrzeni, w której w końcu można zacząć realnie działać.

Fantazjowanie o ideale

Chcemy być idealni. Piękni, szczupli, wysportowani, mądrzy i przedsiębiorczy na każdym kroku. Na domiar tego ciężko znosimy porażki. Z bólem znosimy myśl, że jednak nie zawsze tacy jesteśmy, Ponieważ jesteśmy zwyczajni. Ponieważ jesteśmy sobą. Jednak bycie sobą to szereg zalet i pozytywnych wartości, które odkrywane i pielęgnowane mogą zamienić się w pasmo sukcesów.

Nie musisz być doskonały, aby być szczęśliwy i osiągać sukcesy. Nie musisz udowadniać światu, że jesteś najlepszy, że nigdy się nie mylisz. Bez względu na to, jak bardzo ze sobą walczysz i jak wiele niedoskonałości sobie zarzucasz – i tak jesteś wartościowy!

Ze wszystkimi swoimi błędami, wadami i pomyłkami. Jesteś w porządku taki jaki jesteś. Kiedy sobie odpuszczasz i przestajesz być swoim największym wrogiem, kiedy przestajesz siebie biczować, za każde nieporozumienie i pomyłkę jest Ci o wiele łatwiej żyć. Bo kiedy nie musisz być doskonały, świat zaczyna Cię kochać takim, jakim jesteś. Po prostu. Nie musisz robić niczego szczególnego, aby być kochanym. Dążenie do ideału zawsze kończy się podobnie. Czujemy zawód i poczucie porażki. Czujemy niezadowolenie. Szamoczemy się z rzeczywistością, próbujemy na sobie wymusić inne rozwiązania. Droga ku doskonaleniu się może być wspaniała, ale kryje również pułapki. Postępując w taki sposób, fundujemy sobie nie satysfakcję, a złość, poczucie winy i „dojeżdżanie” sobie bez końca. Często w efekcie zamiast skutecznej pracy nad sobą kończymy z depresją.

Ucieczka od tu i teraz

Często uciekamy od odpowiedzialności za własne życie. Nie chcemy na nie spojrzeć na trzeźwo i przytomnie oraz przyjąć prawdy. To, w jakim miejscu aktualnie jesteśmy jest również punktem wyjściowym do zmian. Dopóki nie zaakceptujemy naszej obecnej sytuacji, tego, kim jesteśmy, co mamy i co potrafimy, będzie nam trudno o dobre zmiany. Zdarza się, że fantazjujemy o czymś odległym i mało realnym, po to, tylko aby uciec myślami od rzeczywistości. Wmawiamy sobie, że przecież tak trzeba, a sama wizualizacja jest bardzo ważna. Stawianie sobie wyzwań, w których trzeba siebie pokonać, również jest bardzo ważne. Tylko czy na pewno?
Małe kroki i cele realizowane każdego dnia bywają lepsze niż te ogromne stawiane tylko w naszej głowie. Żyć trzeba teraz. Nie będzie innej chwili. To z tego miejsca możemy działać, kochać i rozwijać się. Kiedy jesteśmy z siebie wiecznie niezadowoleni, nie potrafimy znieść tego, gdzie się znaleźliśmy. Czujemy tak na prawdę lęk przed przyszłością. Walczymy ze znienawidzoną sytuacją życiową, wmawiając sobie, że kiedyś, gdzieś indziej będzie lepiej. Największe wymagania i pretensje mamy sami do siebie. Wielu z nas tak ma. Nie warto jednak uciekać od tu i teraz. Od prawdy o sobie. W przeciwnym razie wpadniemy w pułapkę odkładania wszystkiego na odległe czasy, w których rzekomo dokonamy jakiegoś przełomu. Kiedy w końcu będziemy lepsi, wspanialsi i bardziej zadowoleni z siebie. Tyle że to kiedyś może nigdy nie nastąpić, dlatego doceniać siebie trzeba już teraz.

Wiecznie niezadowoleni powinni pamiętać, że są ok. Tacy, jacy są. I wystarczy, że będą dobrzy, a nie najlepsi. Taka filozofia ułatwia życie. Jednego dnia robimy więcej, innego mniej. To też jest w porządku. Zaangażowanie „na maxa” często zmienia się w zależności od wieku, okoliczności i sytuacji. Czasami możemy odpocząć i wcale nie oznacza to, że coś stracimy. Nie musimy bez przerwy starać się mocniej i bardziej, aby po prostu było dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *