Granica między szczerą afirmacją, a zakłamaniem

zwiazkimilosci.pl: kobieta w czerwonej sukni stoi w wodzie, piękny widok

Z definicji afirmacje są to krótkie zdania układane na potrzeby wprowadzania zmian w życiu oraz uwalniania trudnych stanów emocjonalnych. Mają na celu przeprogramować podświadomość, która latami ugruntowała się w negatywnych przekonaniach i wierzeniach. Tym samym, stosowanie afirmacji wzbudza pozytywne uczucia i zastępuje te negatywne. Pisane regularnie wprowadzają zrozumienie intencji i podświadomych mechanizmów działania. To proste aczkolwiek skuteczne narzędzie służące do zmiany własnych przekonań i nastawienia do świata.

Świat jest taki jaki czujemy, że jest, jakim go widzimy. Samopoczucie wynika ze stanu emocjonalnego, tego jak ktoś się czuje sam ze sobą. Człowiek działa najczęściej w sposób wyuczony i nieświadomy. Afirmacje mogą pomóc, jednak warto rozumieć gdzie zaczyna się granica pomiędzy szczerą pracą nad sobą, a manipulacjami mającymi sprawić, że tylko na chwilę poczujemy się lepiej. Zakłamywanie siebie i zaprzeczanie rzeczywistości może przynieść więcej szkody niż pożytku. W końcu taki człowiek rozczarowany brakiem efektów i jeszcze gorszym samopoczuciem zaczyna twierdzić, że rozwój duchowy nie działa. Tymczasem to nie rozwój duchowy nie działa, tylko sposób w jaki do niego podchodzimy.

Często chcemy przenosić góry dysponując jedynie ciężkim plecakiem wypchanym kamieniami. Emocje nas rozsadzają, ale i tak postanawiamy iść pod górę wmawiając sobie coś, czego nie czujemy. Poczucie własnej wartości to najkrócej mówiąc to, co myślimy na swój temat. Gdy piszemy afirmacje, gdy wmawiamy sobie pozytywne treści, bardzo często mówimy – to nie działa. Nie działa dlatego, że podświadomie się z tym nie zgadzamy. Nie zgadzamy się z tym co afirmujemy na wielu poziomach. Jeżeli chcemy zmienić wyobrażenia na swój temat i zbudować nowe poczucie własnej wartości nie możemy sobie niczego wmawiać.

Często te nowe, pozytywne energie nie mogą przyjść do naszej rzeczywistości, ponieważ nie ma dla nich miejsca. Ponieważ wciąż pielęgnujemy to, co stare. Trzymamy się bólu, cierpienia, braku przebaczenia i ciągłego uznania dla siebie. Dlatego żadne metody, żadne terapie i afirmacje nie działają. Nie działają, ponieważ nie ma dla nich przestrzeni. Na jakimś poziomie wciąż chcemy czuć się źle. Chcemy trzymać się depresji i negatywnych wyobrażeń o sobie. Dlatego, że mamy z nich emocjonalne korzyści, dlatego, że czujemy się bezpiecznie z tym, co jest znane.

Kluczem do tych pomyślnych okoliczności jest kontakt z duszą. To ona ma wpływ na zdarzenia w świecie zewnętrznym. Ludzie często się zawodzą, bo myślą, że wystarczy zrobić cokolwiek w kierunku pozytywnego myślenia i będzie dobrze. Czasem, oczywiście, dzieją się cuda, ale częściej wymaga to systematycznej pracy i gruntownego przewartościowania życia. Nie wystarczy przez pół godziny dziennie czuć się jak bogacz, wizualizować sobie bogactwo i przepisywać automatycznie afirmacji. Jeżeli przez cały pozostały czas nasze myśli zajęte będą myśleniem o trudnościach życia, wysiłku, niedostatku, ciągłym braku, to z czystej matematyki wynika, że wszystko dalej będzie po stronie biedy.

Często jest tak, że wmawiamy sobie to pozytywne myślenie i wcale go nie czujemy. Na szczęście matematyka to nie wszystko. Moc naszych pozytywnych myśli jest wielokroć silniejsza niż tych negatywnych. Tylko dajmy im prawo zaistnieć w naszym życiu. Nasze myśli jeżdżą po autostradzie nawykowego małostkowego myślenia. Żeby to zmienić, trzeba stworzyć zupełnie nowe ścieżki neuronowe, a potem jeszcze je użytkować i to często. Na początku przypomina to karczowanie lasu. Z biegiem czasu coraz łatwiej jest myśleć o rzeczach przyjemnych. A wydawałoby się, że nie ma nic prostszego jak marzyć o niebieskich migdałach. Tymczasem okazuje się, że łatwe to było, kiedy mieliśmy lat kilka lub kilkanaście.Wmawianie sobie, że jesteśmy piękni i szczupli podczas gdy nie jesteśmy w stanie spojrzeć w lustro będzie mijało się z celem. Tak samo jak przekonywanie siebie, że jesteśmy bogaczami podczas gdy ledwo starcza nam na opłacenie rachunków. Mogę, potrafię, zasługuję, otwieram się…i co dalej?

Bez presji, bez wysiłku, bez nienawiści. Ze spokojem i miłością w sercu. Krok po kroku, etap po etapie. Bez nękania i zmuszania siebie. Bez fałszowania obrazu tu i teraz. Stań przed lustrem i powiedz sobie – taki jestem. Oto ja. I od tego zacznij.

Afirmacje nie służą do manipulacji rzeczywistością i wymuszania zmian. Służą do zmiany świadomości i pomagają dostrzec, że nasz świat może być lepszy. Lepszy pod względem okoliczności, możliwości i szans wyboru. Jednak nie możemy zapominać o działaniu, które zawsze warto podejmować. Same afirmacje nie wystarczą, samo pozytywne myślenie nie załatwi sprawy. Samo zakręcenie się w pozytywnych afirmacjach nie pomoże w bólu, który został na dnie duszy. W takim przypadku stosowanie afirmacji będzie przypominało jedynie remont dachu, podczas gdy cały dom wymaga naprawy. Często uzdrowienie siebie wymaga czegoś więcej niż przykładnego klepania afirmacji.

Bardzo często afirmacje pobudzają ukryte problemy, trudne stany emocjonalne i ogólnie sprawy o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Szybko jednak okazuje się, że afirmacje stają się metodą brutalną, która jedynie męczy i wyciska łzy. Dla niektórych w ostateczności afirmacje stają się jak puste słowa. Gdy piszą o miłości, wcale jej nie czują. Osobiście od dłuższego już czasu nie stosuję afirmacji. Nie piszę ich i nie słucham pozytywnych zdań. Za to uczę się dawać sobie miłość i potrzebne wsparcie. Uczę się być obecna ze wszystkim, co we mnie jest. Gdy czuję się źle nie roztrząsam tego w nerwach i nie próbuję zmieniać na siłę. Nie piszę afirmacji. Jestem i obserwuję. Daję sobie prawo do czucia wszystkiego. Akceptuję i wyciągam wnioski. Przyzwalam sobie na to. Wtedy okazuje się, że wymuszanie stanu przeciwnego nie było konieczne. Krzywda wysłuchana i przeżyta odchodzi sama, a za nią pojawia się wyczekiwana radość. Naturalnie i bez wysiłku. W efekcie okazuje się, że miłość i wszystkie dobre uczucia, których szukaliśmy za pomocą afirmacji od zawsze były w nas.

Od tej pory słucham siebie. Słucham swojego serca.

Całkowita zgoda na siebie otwiera nowe drzwi. Pojawia się przestrzeń. Przestrzeń, która wynika z gotowości i dojrzałości. Na to by powiedzieć sobie – kocham cię! Dokładnie wtedy, gdy jest na to czas. Nie wtedy gdy trzeba to poczuć, bo minęła odpowiednia ilość dni na zadziałanie afirmacji. Nie namawiam do porzucenia afirmacji, zwracam jedynie uwagę, że bardzo łatwo zatracić granicę pomiędzy zdrowym wspieraniem siebie, a wymuszaniem i manipulacją. U osób po tudnych przeżyciach stosowanie afirmacji może przynieść odwrotny skutek w postaci depresji, z którą ciężko sobie poradzić. Dlatego wszystko należy stosować z głową i umiarem. Rozmawiać ze sobą, wspierać, nie terroryzować. Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas i moment. Na Ciebie również.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *