Odkłamywanie rozwoju duchowego – kilka pułapek, których lepiej unikać

zwiazkimilosci.pl: dziewczyna w kapeluszu siedzi na trawie ogląda górskie widoki

Możesz wszystko, nic nie musisz

Filozofia rozwoju duchowego bardzo często zakłada, że jesteśmy nieograniczeni w naszych możliwościach. Możesz wszystko – czytamy w artykułach i nagłówkach gazet. Nie, to nie tak. Nie możemy wszystkiego, jak również nie wszystko, co robimy się opłaca. Możemy robić to, co leży w zasięgu naszych zdolności, umiejętności i wewnętrznego potencjału. Takie błędne myślenie zakładające, że wystarczy jedynie się rozwijać, a będziemy w stanie przenosić góry, czarować i materializować może przynieść niewiele więcej prócz zawodu i pomieszania zmysłów. Pod słowami „możesz wszystko” kryje się potencjał i pewnego rodzaju wyzwanie, aby testować własną otwartość. Robienie wszystkiego, co możliwe, nie oznacza, jednak że będziemy bogami nie mającymi przed sobą żadnych granic. Nie do tego dążymy. W pewnym założeniu faktycznie możemy wszystko, tyle, że nie wszystko nam się opłaca i nie wszystko jest właściwe. Dlatego opłaca się robić coś, co ma dla nas głęboki sens i jest wartościowe. Coś, co znajduje harmonię z naszym sercem. Porównywanie się z innymi często stwarza poczucie, że musimy osiągać to samo za wszelką cenę. A skoro w potencjale możemy osiągnąć wszystko, to wkręcamy się bezmyślnie w działania, które nie są przeznaczone dla nas. W efekcie zrażamy się i ponosimy porażkę. Ponieważ kierunek którym poszliśmy nie był stworzony dla nas. Nie był zgodny z wewnętrznym przeznaczeniem, które może przynieść szczęście. To również nieprawda, że nic nie musimy. Musimy funkcjonować w społeczeństwie, realizować różne społeczne oczekiwania, płacić podatki i całą masę podobnych spraw, które dla adepta rozwoju duchowego mogą wydawać się mało istotne. Jednak istnieją i trzeba się do nich dostosować czy tego chcemy, czy nie. W obrębie tego wszystkiego mamy na szczęście szerokie spektrum wyboru. Wyboru możemy dokonywać zawsze. Ważne jednak, aby był to wybór zgodny z naszym sercem, a nie z chęcią podziwu, poklasku czy budowania kolejnych celów na pokaz. Bo przecież mogę wszystko! Tak, tylko nie wszystko się opłaca i nie wszystko warto. Dla własnego szczęścia, zdrowia i spokoju warto wiedzieć w co inwestować energię, a co sobie odpuścić.

Życie jest lekkie, łatwe i przyjemne

Często obserwujemy jak wysokozaawansowani w rozwoju duchowym opowiadają jak wszystko jest lekkie, łatwe i przyjemne. W zasadzie bezproblemowe. A Ty? Ty jeżeli nie żyjesz w podobny sposób to znaczy, że jesteś niżej w tym rozwoju i zwyczajnie sobie nie radzisz. Po prostu odpadasz z gry. Im ciężej jest Ci w życiu tym niższa jest Twoja świadomość i mniej rozumiesz. Tak, takie podejście jest niezwykle krzywdzące. Okazuje się jednak, że guru, którzy zapewniają, że żyją w idealnym świecie, czasami tak zakłamują siebie, że sami tracą kontakt z rzeczywistością. Dlaczego ciężar i trudności są czymś czego należy się wstydzić? Dlaczego jedynie lekkość, łatwość i przyjemność są w modzie? Łatwo wpaść w taką pułapkę, ponieważ kiedy nam się to nie udaje zaczynamy siebie obwiniać, że źle się rozwijamy. Zbyt wolno, za słabo lub zbyt mało efektywnie. Jednak to nie prawda. Większość praktyków rozwoju zakłamuje sobie rzeczywistość odcinając się od trudnych rzeczy w sobie i pokazuje na zewnątrz idealny świat za którym tęskni w głębi duszy. Z biegiem czasu wszystko staje się łatwiejsze, piękniejsze i przepełnione prawdą. Ale najczęściej nie od razu. Zaczynając pracę nad sobą, zaczynamy kontaktować się z bardzo trudnymi rzeczami, których przepracowanie zwyczajnie zajmuje czas. Na tym buduje się świadomość rozumienia siebie i otaczającego świata. Nie da się zamalować rzeczywistości pozytywnym myśleniem, afirmacjami i tajemnymi zaklęciami, które magicznie przeniosą do pozycji nietykalnego mistrza. Na wszystko przychodzi czas i właściwa pora. Na odkrywanie siebie również. Nigdy nie będziemy lepsi od innych, ani nikt lepszy od nas. Bez względu na to ile wysiłku włożymy w to, aby udawać wyjątkowo oświeconego, zawsze pojawi się coś lub ktoś, kto może wyciągnąć z nas emocje i kolejne warstwy rzeczy pragnących uzdrowienia. Mamy emocje, jesteśmy nadwrażliwi. Doskonali w swej niedoskonałości. Życie nie będzie perfekcyjne, a my nie będziemy lewitować nad ziemią. Czas się z tym pogodzić. Czas zacząć być zwyczajnym i dać sobie prawo do błędów, potknięć i porażek. Czas ukochać siebie w swojej niedoskonałości.

Mam w sobie to, co Ty czyli o zasadzie lustra

Zasada lustra bywa bardzo myląca. Często wkręcamy sobie, że jeżeli ktoś nas zdenerwuje, skrzywdzi lub obrazi, to dlatego, że mamy w sobie cały arsenał przyczyn, które do tego doprowadziły. Tak bywa, ale też nie zawsze. Jeżeli ktoś podejdzie i nas obrazi w cztery oczy, to nie znaczy, że mamy z nim karmę i na jakimś poziomie pragniemy takiego doświadczenia, aby siebie skrzywdzić. To oznacza jedynie tyle, że ten ktoś jest chamem. Doszukiwanie się wszelkich przyczyn i źródeł problemów w sobie może doprowadzić do pomieszania umysłowego. Nie wszystko to, co w innych jest w nas. Krzywdzące są również zachowania, które duchowością potrafią wytłumaczyć wszystko. Jeżeli ktoś cierpi to niech cierpi – przecież zasłużył sobie na to taką karmą. Trzeba go zostawić samemu sobie, aby w tym całym cierpieniu raz, a dobrze zrozumiał, co sobie wybrał. Wiele osób działa z dziwnego rodzaju premedytacją, dowalając drugiej stronie i wmawiając, że przecież sam tego chciał, bo ma takie intencje. Jednak nie można się umartwiać, ani wkręcać sobie poczucia winy. Żadne skrajności nie są dobre. Nie można też wierzyć we wszystko. Nie można wykorzystywać przewagi samoświadomości. Nie dajmy się zwariować. Zasada lustra pokazuje, że to, co powtarza się latami i działa jako schemat, czyli cyklicznie odtwarza się – jest warte naszej uwagi i przepracowania. Coś, co wywołuje silne emocje, stanowi wieloletni konflikt jest warte przepracowania. Nie trzeba jednak zagłębiać się w każdą myśl, każdą sytuację i od razu szukać przyczyn stąd do początków wszechświata. Czasami wszystko jest dużo prostsze niż by się wydawało. Czasem to po prostu, to ktoś inny ma problem, a nie my. Tak po prostu jest. Nie wszystko jest lustrem, a my nie jesteśmy do wszystkiego zobowiązani. Najlepsze odpowiedzi zawsze daje obserwacja siebie. Cicha, świadoma autorefleksja pozwoli odzielić prawdę od kłamstw i zwykłych manipulacji. Nie warto dawać się wkręcać w coś, co zwyczajnie nie jest nasze. Tendencja do obwiniania się i pastwienia nad sobą w imię rozwoju duchowego może przynieść więcej problemów niż profitów. Nie wszyscy których spotykamy są naszym lustrem i nie musimy odnosić się do wszystkich wymysłów na serio.

Kochaj siebie, niech świat się nie liczy

Kochanie siebie często bywa mylnie rozumiane. Stawianie na pierwszym miejscu siebie i swoich potrzeb, a przede wszystkim zranionego wewnętrznego dziecka, które trzeba ukochać czyni co niektóre osoby trudnymi do zniesienia. Gdy ktoś niegdyś skrzywdzony zacznie stawiać siebie na pierwszym miejscu potrafi zamienić się w księżniczkę, której trzeba usługiwać. Przestaje godzić się z tym, co ją spotykało wcześniej więc teraz wymaga. Tupie nogą, uderza laską w ziemię. Ma być tak i tak. To ja stawiam granice. To ja wyznaczam moją przestrzeń. To, co ja czuję jest najważniejsze, a reszta ma się dostosować. Nic bardziej mylnego. Uzdrawianie siebie czy zranień wewnętrznego dziecka nie wiąże się z tym, że wszyscy będą się przed nami kłaniać i nam usługiwać, bo oto właśnie doznajemy uzdrowienia. Pozwalać sobie czuć, to również brać odpowiedzialność za siebie. Wyrażanie siebie to nie zatrzymanie się na etapie skrzywdzenia. Trzeba pójść dalej i ustalić miłujące, a nie zaborcze granice. Gdy musimy z szewską pasją walczyć o nasze granice, odrzucać innych i podkreślać, na co zasługujemy to znaczy, że nie jest to naturalne. Miłujące granice pełne zrozumienia oznaczają, że kochamy siebie, ale przepełnia nas zrozumienie, ciepło i życzliwość wobec innych. Nie musimy walczyć o siebie, naszą przestrzeń, pouczać i ciągle tłumaczyć jak bardzo ważni jesteśmy. Gdy zdrowo kochamy siebie, ta przestrzeń o którą walczyliśmy przychodzi naturalnie. Często z przestrzeni „ja” trzeba tworzyć przestrzeń „my”, gdzie rozwijają się relacje partnerskie, zawodowe i osobiste. Czasem trzeba się dzielić, rozumieć, ustępować, chodzić na kompromis. Nie jesteśmy pępkiem świata. Trzeba rozmawiać, starać się rozumieć całym sercem, czasem spojrzeć na coś z boku, a nie jedynie z perspektywy własnych zranień. Kochanie siebie to proces podczas którego mogą powracać trudne traumy, emocje i problemy. Kochanie siebie to nie bycie poza innymi ludźmi i poza światem. Często się mylimy i nie mamy racji. Gdy przyznajemy się do błędów to przepraszamy i to wcale nie oznacza, że spadnie nam korona z głowy. Wciąż możemy kochać siebie i być dla siebie ważni. Nawet jeśli nie jesteśmy ideałem.

Nie ma żadnych ograniczeń

Ograniczenia były, są i będą. Szczególnie jeżeli pojawisz się u swojej rodziny. Jest taki żart, gdy oświecony pojawia się u swojej rodziny, ale od razu zaczyna krzyczeć, bo zachowanie jego najbliższych doprowadza go do furii. Wnet okazuje się, że całe oświecenie gdzieś uleciało i słuch po nim zaginął. Myślenie kategoriami rozwoju duchowego, że żadne ograniczenia nie istnieją stawia nas niejako w przymusie realizowania wszystkiego w sposób szybki i doskonały. W naszym potencjale jest bardzo wiele możliwe, ale nie wszystko. Jeden będzie skakał ze spadochronem, a reszta nigdy tego nie zrobi. Więc jednak ograniczenia istnieją. W naszym małym świecie, który tworzymy specjalnie dla siebie ograniczeń może być o wiele mniej. Ponieważ jest to nasz świat i nasze kredki, którymi sami malowaliśmy. W tym swiecie wybraliśmy coś, co kochamy, co jest bliskie naszemu sercu. Jeżeli jesteśmy bardzo blisko siebie i działamy zgodnie z naszymi możliwościami, to możemy mieć poczucie, ze ograniczenia nie istnieją. Wtedy świat będzie piękny, a nasze życie o wiele prostsze. Poza naszą przestrzenią komfortu może pojawić się jednak coś, czego nie będziemy potrafili, znali i rozumieli. To jest całkowicie naturalne i w porządku. Warto jednak uważać, aby nie złapać się w pułapkę myślenia, że możemy i powinniśmy absolutnie wszystko. Nie ma sensu porównywać się z innymi i próbować gonić za światem biorąc udział w niekończącym się wyścigu. W naszym materialnym świecie trudno jest przejawić cały potencjał duszy, i chociaż możliwości jest bardzo wiele, to powinniśmy wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie stop nie mając przy tym pretensji do siebie. Warto wybierać tak, aby być szczęśliwym, dążyć do szczęścia, lekkości i samorealizacji, ale nie za wszelką cenę. To jest proces i test naszej otwartości, tego na co się otwieramy. Taka fascynująca podróż trwa przez całe życie, kiedy ciągle się uczymy i przełamujemy kolejne ograniczenia.

Rozwój duchowy to przede wszystkim odkrywanie siebie – na dobre i na złe. Z naszymi wspaniałymi możliwościami i ograniczeniami. To odkrywanie duszy w świetle i ciemności, w smutku i szczęściu. To szukanie równowagi, a nie doskonałości, która przede wszystkim męczy. Rozwój duchowy to doświadczanie potencjału, stawianie wyzwań z otwartym umysłem i działanie w zgodzie z mądrością serca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *